The Las Vegas story | plener ślubny

Chciałabym zacząć zdjęciem ” z Las Vegas” ;) Nie tym prawdziwym co prawda – o prawdziwym jest historia, o którą zapytałam gdy Ania i Jamie tak żywo  zareagowali na nazwę lokalu na sieradzkim rynku. Pozwolili mi się nią podzielić:

„Ja i Jamie poznaliśmy się 5 października 2006 roku w klubie nocnym hotelu Treasure Island (Wyspa Skarbów) w Las Vegas, USA.

Dla mnie były to ostatnie dwa dni czteromiesięcznej przygody w ramach programu Work&Travel, na który wyjechałam w przerwie wakacyjnej wraz ze znajomymi ze studiów. Dla Jamiego były to ostatnie 3 dni trzytygodniowego urlopu z kolegami, podczas którego postanowili przejechać samochodem wzdłuż zachodniego wybrzeża USA.
Dla obojga z nas był to ostatni przystanek podroży po Stanach. Jak to zwykle bywa, wszystkiemu winny był zatem przypadek…
Ja z moimi koleżankami wirowałyśmy po parkiecie a koledzy Jamiego próbowali przekonać jedną z moich koleżanek, ze ich (nieco swego czasu nieśmiały) kolega jest 15 w kolejce do tronu brytyjskiego….
Ani ja ani Jamie nie byliśmy tym zbytnio zainteresowani. Stanęłam sobie troszkę z boku aż nagle, ni z tego ni z owego podszedł do mnie wysoki, ciemnowłosy, przystojniak: Cześć, cześć… O Boże ty jesteś anglikiem (co za akcent, SZOK!)
Niestety nie miałam okazji zbyt długo delektować się tym akcentem gdyż moje koleżanki zadecydowały ze czas wracać do Hotelu.
Zanim jednak opuściłyśmy na dobre ten klub odbyłyśmy naradę w łazience, w której udało mi się je przekonać ze noc jeszcze młoda i czeka na nas horda przystojnych i czarujących anglików (moja determinacja była tym większa, ze na pożegnanie dostałam od Jamiego słodkiego buziaka w policzek).
Dziewczyny nie potrafiły mi odmówić i wróciłyśmy!
Odnalazłam Jamiego i przegadaliśmy cala noc, rozstaliśmy się dopiero o świcie i od razu omówiliśmy na następny wieczór, który również okazał się udany.
Niestety następnego dnia musiałam już wracać do Polski.

Mowia ze co zdarza sie w Vegas, zostaje w Vegas ale cale szczescie tym razem tak nie bylo… Ja i Jamie pozostalismy w kontakcie mailowym, odwiedzalismy sie nawzajem a kiedy skonczylam studia zdecydowalam sprobowac swoich szans w malowniczej, acz deszczowej Anglii…”

Poniżej dalsza część zdjęć z pleneru. Zapraszam!


Jeden komentarz, Skomentuj lub Pinguj

Odpowiedz na “The Las Vegas story | plener ślubny”